sobota, 2 września 2017

weekendownik - nawyki czterolatka :)


Chyba każdy rodzic doskonale zdaje sobie sprawę, że większość dzieci w pewnym wieku je posiada. Wiadomo, że wszyscy je posiadamy, a dziecko bardzo trudno od jakichkolwiek odzwyczaić. Właściwie nie dlatego, że uznajemy to za idealne rozwiązanie dla zachowania spokoju. Ale zastanówmy się czym są tak naprawdę nawyki dziecka, i skąd się biorą. Czy koniecznie trzeba je wyeliminować, czy może... No właśnie. Właściwie już dawno temu zauważyłam, że moje dziecko jest inne od wszystkich, a przy tym bardzo uparte w swoim działaniu. No tak, przecież każde dziecko jest inne, dzieci maja inne charaktery, innych rodziców. Co więcej dzieci żyją w różnych kulturach i w ogóle w różnych domach.. Czasem, chyba jak większość rodziców, zastanawiałam się czy cechy mojego dziecka mieszczą się w granicach norm społecznych, a zdarzyło się w trosce o dziecko, że nawet próbowałam dopasowywać je do różnych zaburzeń, będąc jednak bliższą stwierdzeniu, że to niemożliwe, aby na nie cierpiał. Zachowania dzieci bywają różne, czasem rzeczywiście całe spektrum dziwnych sytuacji może świadczyć o chorobie. Ale większość z tych cech w zachowaniu pociech wcale nie jest na tle choroby. Tyle w nas zastanowień, i pytań, jeśli chodzi o nasze własne dziecko i jego świat. Myślę, że gdy tylko baczniej się przyjrzymy naszemu domowi, tradycjom w nim panującym, jak również głęboko zauważymy potrzeby naszego dziecka, wówczas będziemy pewne kiedy jego zachowania mogą wymagać wizyty u specjalisty. Czasem wystarczy trochę bardziej się zatrzymać, a niekiedy po prostu należy czekać na dobry moment,  aby osłabić nieco złe nawyki, przeszkadzające domownikom. Często w ogóle nie należy robić absolutnie nic i dać na przeczekanie. Alexander od momentu jak zaczął rozwijać się ruchowo, był bardzo aktywny, do tego stopnia, że czasem nie sposób za Nim nadążyć. Dodatkowo, bardzo trudno przychodzi zaakceptowanie Mu, że powinien być ostrożny. Do tego wszystkiego synek jest małym uparciuchem, który stara się postawić na swoim. Jeszcze trochę miesięcy temu, w zabawny sposób poruszyłam temat nawyków Alkowych, podchodząc do nich bardzo delikatnie, bo rzeczywiście były to czasem śmieszne, i niegroźne, wręcz miłe rytuały.

Cały okres ostatnich wakacji to ciężka praca, aby skupić się nad utemperowaniem nieodpowiednich zachowań, nad wypracowaniem posłuszeństwa w konkretnych sytuacjach. Jednak nie wszystko podlega konieczności przemian na żądanie rodziców. Doszłam do wniosku, że warto zostawić odrobinę nawyków dziecku jako pewną rezerwę. Odkąd znalazłam czas na przyjrzenie się konkretnym 'dziwactwom' Alka, zrozumiałam skąd mogą wynikać, i że prawie 90 procent z nich to nieszkodliwe nikomu czynności, a pozostałe 10 procent tylko wynika z naszych zakazów właśnie. Bądźmy ostrożni w zakazywaniu i nakazywaniu. Przede wszystkim zmieńmy ton rozmowy. Zakazujmy tego co naprawdę złe, stanowczo, a w pozostałych kwestiach pozwalajmy na odrobinę szaleństwa, głównie młodszym dzieciom. Pamiętajmy o tym, że mały człowiek, szczególnie taki, który nie żyje w domu, w którym stosuje się tzw. 'bezstresowe wychowanie dziecka', uczy się samodzielności, a jednocześnie mimo, iż wie, że wiele ma zakazów od rodziców, to szuka w tym wszystkim takiej luki dla siebie. Czasem nie zwracamy uwagi na dziecko, w sytuacji, gdy wydaje nam się, że ono potrzebuje samotności, a w rzeczywistości może być zupełnie odwrotnie. Zatem czym są dziwne nawyki dziecka? Na pewno są to próby samodzielności, przyzwyczajenia, chęć zabawy, bądź nudzenie się. W otoczeniu Alexandra niewiele jest dzieci, nie ma On rodzeństwa, więc zdarza się, że może czuć z kolei samotność. Stąd też różne odgrywane sceny i przyzwyczajenia mogą się pogłębiać. Pamiętam, gdy ja byłam mała często bawiłam się tak, jakbym była w domu z siostrą.. Z Alkiem przez ostatni rok, cierpliwie czekałam, i wielokrotnie przygryzłam się w język, niekiedy musiałam reagować kategorycznie. Podsumowując, pewną część 'nawyków' mamy już za sobą. A są takie które rozbawiają do łez po dziś dzień. Najważniejsze to posłuchać tego, co próbuje nam przekazać dziecko. Jeśli coś naprawdę Cię niepokoi, warto udać się do psychologa, w sytuacji gdy utrzymuje się to w zachowaniu dziecka po szóstym roku życia. W Irlandii Północnej dzieci wychowywane są bezstresowo, pomimo, iż bardzo wcześnie rozpoczynają edukację (obowiązkowo od 5 roku życia, niekiedy mając ponad 4 lata). W takich warunkach łatwo jest popełnić błąd w rozeznaniu, czy wszystko jest ok. Często to nauczyciele zauważają niedociągnięcia dziecka, kiedy już jest za późno. W naszym wypadku pewne obawy wynikają też z początkowej nauki języka angielskiego, więc jest sporo do 'ogarnięcia'. Czy dziecko nadąży z gubieniem nawyków, aby wkroczyć w gotowości w nowe środowisko? Mam nadzieję, że pojawią się nowe bardziej ciekawe tematy, którymi będzie zainteresowany. Póki co, trochę z przymrużeniem oka, bo o rzeczach, które ponoć są dziwne, ale uznane przez psychologów jako możliwe u prawidłowo rozwijającego się dziecka:

Lodozjadacz, lodoholik, lodołamacz, lodożeracz! Całe mnóstwo określeń i wszystkie się zgadzają. Nasze dziecko delektuje się lodami mlecznymi, gryzie sorbety, a lody wodne łyka w całości ;). Przed urlopem do Polski, pod koniec wiosny, kilka razy kupiliśmy lody wodne na patyku, które bardzo 'podeszły' naszemu dziecku i doszło do tego, że zjadał całą paczkę dziennie. Pocieszające to, że lody ponoć nie zawierały sztucznych barwników i wszelkich innych dodatków. Nawet nie były mocno słodkie, aczkolwiek miały naprawdę dobry smak. W ciepłe dni synek jadł jeden za drugim, aż papierki fruwały. Zwiększyłam w domu ilość soków dla Niego (które tak naprawdę są chyba niezdrowe za często spożywane) i nic to nie dało. Kolejny tydzień proszenie, błaganie o każdego następnego loda... Nałóg po prostu. Nawet zrobiłam kilka razy razy lody sama. Te też wchodziły, ale nie tak bardzo. /No co te lody w sobie mają?/ Wreszcie sytuacja się ustabilizowała i po powrocie z naszego urlopu synek zapomniał.. Teraz nie kupujemy 'tych' lodów, a inne są jedzone w przyzwoitych ilościach i w przyzwoity sposób ;)

Książkowy kierowca towarzyszy mi zawsze podczas prowadzenia auta. Jest to oczywiście nawyk, ale bardzo zabawny i do tego zauważyłam, że sprawia wszystkim w aucie wiele radości. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby miało to miejsce czasami. U nas ten nawyk zdarza się zawsze, i nie daj boże, aby zapomnieć o książce. Zatem w aucie obowiązkowo jest książka w kwadratowym kształcie i synek powtarza ruchy mamy. W prawo, w lewo..

Keczup 'do wszystkiego' (prawie), to jeden z tych przyzwyczajeń synka, które wolałabym znieść. Gdy nie pomogło odzwyczajanie, zdarzyło mi się nawet coś samej sklecić. Ale nie był to ten sam keczup, czyli ulubiony przysmak danej firmy. W Polsce udało się znaleźć keczup dla dzieci, bez konserwantów, który też zasmakował Alexiowi, ale w Irlandii jeszcze go nie ma.. Zatem niech żyje keczup!

Temat 'miętoszenia' genitaliów przez chłopców na pewno Wam już jest znany i jest naturalnym poznawaniem ciała przez dziecko. Jednak pewnie nie wszyscy słyszeli o przyzwyczajeniu dziecka polegającym na rozbieraniu się podczas robienia kupki. Gdy zainteresowałam się tym bardziej okazało się, że to dziwne zachowanie jest bardziej powszechne niż myślałam. Ponoć może mieć coś wspólnego z wcześniejszym przypadkowym ubrudzeniem. Ja sobie takiej sytuacji nie przypominam, lecz mimo to mój synek tak właśnie dba o czystość swoich pozostałych części ciała podczas wizyty w toalecie. To przyzwyczajenie 'załagodziłam', tłumacząc nadchodzącą edukacją szkolną. Na to synek: 'w szkole będę robił kupkę nie rozbierając się, a w domu bez ubrania'. Ostatecznie sam zrozumiał i od niedawna nie zdejmuje ubrań. Jak widać czasem trzeba przeczekać..

Tata dzwoni! Ten krzyk słyszałam za każdym razem, gdy zaczynał dzwonić mój telefon i od razu było podbieganie do telefonu. Telefon w rękach dziecka. Paskudny nawyk, który sprawił, że już nie raz nie odebrałam połączenia od różnych osób. To pierwsza reakcja dziecka stęsknionego za swoim rodzicem, który jest w pracy. Nie pomagało nic, i aby niekiedy nie dochodziło do zbędnych płaczów nawet wyciszałam telefon. Teraz nie ma tego problemu, tata pracuje tylko trzy razy w tygodniu i to w porze, gdy dziecko nie słyszy telefonu. Sytuacja sama się rozwiązała, a w związku z tym, że nie ma teraz zbytniej możliwości, że: tata dzwoni, to pojawiła się miożliwość, aby na spokojnie wyjaśnić, że: ' telefon dzwoni do mamy i jeśli będziesz spokojny, to opowiem Ci z kim rozmawiam'. :) 

Naklejanie, sklejanie, łatanie, jak kto woli. Oczywiście nie mowa tutaj o naklejkach, chociaż i to do dzisiaj ulubione zajęcie synka. Właściwie odkąd nauczyłam moje dziecko używać nożyczki, doszedł już do takiej wprawy, że mógłby zawstydzić swoją umiejętnością niejednego dziesięciolatka. Z tym związane jest to, że Alexander zdecydowanie woli tworzyć z wycinanek, aniżeli rysując. Poza tym w pewnym momencie mój mąż chętnie pokazywał Mu jak wykonuje wszelkie naprawy domowe. Więc stało się tak, że klej (nie tylko biurowy) szedł w ruch w rękach synka. Taśma klejąca musiała być zawsze schowana na zapas, nie wspominając już o białej papierowej, która wręcz, gdyby nie kilkukrotna nasza interwencja znajdowałaby się na nieuszkodzonych kartkach książek. Doszło do klejenia kabla z kablem, sznurka ze sznurówkami a nawet kilka razy do specjalnych bezmyślnych uszkodzeń książeczek itd. Trochę zabawne, ale niekiedy trudne zachowanie, przeminęło po dwóch latach, szczególnie wtedy, gdy mąż postanowił tę jedną czynność naprawczą robić ukradkiem.

Mamo nakarm mnie. Alexandra karmiłam swoim mlekiem przez zaledwie kilka miesięcy, a odkąd zaczęłam wdrażać Mu mleko zmodyfikowane nie pozwalał się karmić butelką, tylko sam chwytał butelkę. Tak do dwóch lat. Kiedyś opowiedziałam Mu o tym, że nie lubił jak go karmiliśmy, i sam mocno już chyba od drugiego miesiąca trzymał butlę (początkowo z wodą) z mlekiem. Na to moje dziecko stwierdziło, że On teraz chce pić razem z mamą. Zdarza się, że synek wypija mleko z butelki i z moją pomocą nawet teraz, wtulając się jak niemowlak. Czasem się przy tym śmiejemy. Najważniejsze, że to chwilowe i coraz rzadsze zjawisko 'karmienie przez mamę' w naszym domu, ale ma sporadycznie miejsce.

Najnowszy hit - kapcie nie do pary. To jest hit wakacji, że moje dziecko posiada super nowoczesne kapcie gumowe, każdy inny. Prawda jest taka, że rzadko spotyka się takiego dowcipnisia jak mój synek. Wiadomo też, że miewa On kilka mniej przyjemnych i równie wyrazistych cech charakteru. Ale jeśli miałabym wymienić te dobre, to oprócz miłej strony Jego usposobienia dodałabym chyba umiejętność rozbawiania innych i pogodny temperament. W tym Alexander jest świetny :) I już nawet nie mówię nic, gdy przed domem moje dziecko biega, lub jeździ na rowerze w swoich gumiakach - niebieskim z UK i granatowym z Polski. Co więcej robi to świadomie i mówi przy tym: 'Mam nowe kapcie!' ;)

Na koniec o tym jak domek ogrodowy został garażem. Niesamowicie ucieszyłam się, gdy mój mąż postanowił zrobić Alkowi domek z drewna do ogrodu, byłam tak zaabsorbowana, że od razu znalazłam i naciągnęłam na domek materiał po starszym bawełnianym, białym prześcieradle. W ten oto sposób synek, który trochę zazdrościł rodzicom gazebo w ogrodzie, stał się posiadaczem swojego domku. Aha akurat! To pewnie tylko myśl rodziców, a nie Alexandra. Bo moje dziecko w domku siedzieć nie lubi, ale za to chętnie parkuje tutaj swoje plastikowe, duże autko. Ot taki domek garaż. Alex uwielbia manewrować i zajeżdżać do swojego super garażu. No super, kierowca z Niego wyjątkowy, a skoro to Mu sprawia największą frajdę, to nie mamy nic przeciwko. Ostatnio trochę musieliśmy z Nim pertraktować na ten temat, gdy odwiedziły nas koleżanki Alka ze swoimi rodzicami i zachwyciły się domkiem. Od tego momentu udało się ustalić, że podczas wizyt innych dzieci domek lepiej niech pełni funkcję domu do siedzenia z małymi przyjaciółmi. Tak też jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz