wtorek, 26 kwietnia 2016

"Małżeństwo z rozsądku"



Zwykle do tematu potrzebuję tzw. natchnienia. Więc stało się. Jest natchnienie, jest temat. Temat małżeństwa jakby nasunął się dzisiaj i po raz kolejny mogę go ugryźć. Tym razem z innej strony. Dzisiaj wyjątkowo udało mi się samotnie (wyjątkowo, gdyż nie jestem typem kobiety, która śledzi seriale telewizyjne, bądź filmy) obejrzeć kultowy polski film Stanisława Barei - Małżeństwo z rozsądku. Pewnie domyślacie się, że udało mi się go obejrzeć w samotności, gdyż mąż aktualnie przebywa w pracy, a synek zasnął snem niedźwiadka. Co prawda w takich chwilach, gdy pilnych obowiązków w domu nie mam, zwykłam czytać książk, a tych aktualnie mam do wyboru pięć - i nie bardzo mogłam się zdecydować od której zacząć. Przy okazji rozłączania telewizora - natrafiłam na filmik i postanowiłam go obejrzeć po raz chyba drugi w życiu. Tym razem po 'iluś tam latach' bardziej łapiąc jego wątek i sens. Będzie więc odrobinę z życia wzięte a i trochę recenzji filmu. Małżeństwo z rozsądku. Dzisiaj urzekła mnie pewna lekkość tego musicalu, którą dostrzegłam w trzech kwestiach. Mianowicie całkiem interesująca jest rola Daniela Olbrychskiego, do którego przyzwyczaiłam się już tylko w bardzo poważnym wydaniu aktorskim. A tutaj proszę taki słodki przystojniak i do tego tak cukierkowo śpiewający. Dawniej oglądając film tego nie widziałam. :) 



Natomiast moją uwagę zwróciła też scenografia, a krótko ujmując - obraz lat 60-tych, wraz z całą groteską życia, charakterystyczną dla filmów z tego okresu, ale też odbiegającą nieco od filmów komediowych odrobinę bardziej 'wulgarnych' w przekazie m.in. "Miś", ten film jest naprawdę bardziej romantyczny. Tak naprawdę, pomimo wszystkich tych 'rozsądnych' aspektów życia przedstawionych w "Małżeństwo z rozsądku", film ten mówi o wrażliwości bohaterów głównych i o ostatecznym wyborze miłości przed rozsądkiem. W tym wszystkim co mi się odrobinę w całym filmie przejawia jako streotypy ówczesnego kina, ten trąci dodatkowo świeżością, dzięki właśnie rolom Elżbiety Czyżewskiej i Daniela Olbrychskiego - bardzo żywiołowym i tanecznym. Właśnie zyskujemy pewność, że pomimo układom i standardom panującym w świecie miłość może zachować swoją własną temperaturę, a małżeństwo wcale nie poddaje się modzie. Świetne role, świetna ekranizacja, dobre kostiumy i jeszcze lepsza muzyka. Mamy przedstawiony obraz Warszawy, jej starówki w wyjątkowy sposób, wiadomo bowiem, że film opowiada o kulturze, sztuce i o artyście tworzącym właśnie w tym mieście. No więc o czym jest "Małżeństwo z rozsądku"? 



Komedia muzyczna powstała w 1966 roku. Rodzice głównej bohaterki prowadzą stragan na warszawskich 'ciuchach'. Mając duże dochody, ukrywają je przed urzędem podatkowym. Chcą, aby córka została malarką, lub poślubiła malarza, artystę, gdyż tak naprawdę tylko artysta ma prawo w socjalistycznym świecie do niekontrolowanych dochodów. Wymyślili sobie, aby w rodzinie mieć osobę, która zasłoni ich nieczyste interesy. 

opis filmu ze strony Stopklatka.pl

W filmie podoba mi się też muzyka. Chyba już nie ma człowieka, który nie znałby nazwiska Matuszkiewicz Jerzy, kompozytora muzyki do wielu filmów polskich, m.in. "Wojna Domowa", "Czterdziestolatek", "Alternatywy 4", "Poszukiwany, poszukiwana", czy "Nie lubię poniedziałku", a także do "Małżeństwo z rozsądku". Tutaj należy podkreślić w kilku utworach idealne współgrające słowa Agnieszki Osieckiej. Powstały m.in. takie utwory jak: "Wyrzeźbiłem twoją twarz w powietrzu", czy "Miłość złe humory ma" i inne. Jak dla  mnie na uwagę zasługuje też rola Bohdana Łazuki, oraz piosenka "Panie Kowalski, panie Kwiatkowski" - zaśpiewana w filmie przez Tadeusza Chyłę. Utwory są zabawne, i chociaż ukazują dużo prawdy o wpływie relacji zawodowych na życie rodzinne, małżeńskie, to przede wszystkim pokazują kreacje tamtejszych czasów, umiejetność zabawy i humor młodych ludzi. Jak dla mnie bomba! Mi takie kino bardzo sie podoba, mnie takie kino raduje i przy filmie świetnie się bawiłam.


Zastanówmy się, jak jest w życiu obecnym. O czym Bareja mógłby dzisiaj nam opowiedzieć, a Osiecka mogłaby zaśpiewać? Ostatnio przy okazji swojego ślubu, usłyszałam niesamowitą i śmieszną historię i zaraz po obejrzeniu tego musicalu - jakby ją trochę pokojarzyłam. Otóż pewna fryzjerka opowiedziała mi jak w dzisiejszych czasach wyglądają niektóre śluby i aż włosy 'stanęły mi dęba', bo to opcja, której ja po prostu unikałam jak ognia, przekładając ten najcudowniejszy moment w moim życiu na dzień kiedy. Będę kochała na 100%, Będę pewna, ze tego chcę na 100 %. Będę mogła sobie na to pozwolić finansowo i czasowo na 100 %. A tutaj okazuje się, że na ślubie niektórzy małżonkowie zarabiają. No tak. Rozumiem, żeby tak przy okazji... Albo, żeby tak z niewiedzy, albo, żeby jako młodzi - się wzbogacić. A tutaj okazuje się, że jednak czasy i układy mają wpływ na decyzję o ślubie. Jak zwykle zresztą, nic się w tej materii nie zmienia. Bo gdybym usłyszała, że chcieli - a nie mogli. Ale mogli i nie chcieli, a ostatecznie kilka lat później zaciągneli spory kredyt i zaprosili odpowiednie osoby, w miejsce pokryte kredytem i dołączyli karteczki o minimalnej kwocie prezentu. No i co? Kredyt się dwukrotnie zwrócił i zaznaczam, że nie były to kwoty rzędu kilkunastu tysięcy złotych, a większe. No więc można? Można! Nawet z rozsądku małżeństwo zawrzeć :) Nie zapominajmy jednak, że małżeństwo - to decyzja, która wpłynie na całe nasze dalsze życie. Czym więc warto się kierować - miłością, rozsądkiem? Najprościej rzecz ujmując jednym i drugim. Głęboko wierzę w to, że w dużej mierze najtrafniejsze decyzje o małżeństwie podejmują osoby po 30-stym roku życia. Sama do takich należę. Nie ma mowy o materializmie, gdyż większość osób w tym wieku zdobyło już pewne dobra materialne. Nie ma mowy o miłości bez głowy, bo osiągnęło się sporo doświadczeń i jest się pewnym uczuć i planów. Najprzyjemniejsze jest bycie rodziną z pełną świadomością dobrego wyboru, oraz za własne pieniądze - bez specjalnych życzeń rodziców, rodziny, ewentualnych sponsorów (banku udzielającego kredytu).


Na czym więc powinien polegać rozsądek w dzisiejszych czasach... Weźcie do rąk kalkulator i przeliczcie czy stać Was na ślub za własne pieniądze, czy już możecie sobie na to pozwolić? Pamiętajmy, że małżeństwo - to także posiadanie potomstwa. Wielu ludzi obawia się sytuacji finansowej i zawodowej przy podejmowaniu decyzji o stworzeniu rodziny. Jednak załóżmy, że jesteś z Kimś tylko z przypadku, że ktoś Ci się podoba, ale wiesz, że wcale Jej nie kochasz, że po prostu, dobrze się razem bawicie. Kupujecie auto - aby coś mieć, wyjeżdżacie do ciepłych krajów, aby się zrelaksować. Potem macie już dobrze po 30 - stce. Naprawdę nie dziwię się parom, które prowadzą taki styl życia. Bo jeśli nie ma miłości - nie ma małżeństwa z miłości. I jak tu mówić o rozsądku?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz